Znalezione zdjęcia dla opowiadanie:
Brak.
Znalezione filmy dla opowiadanie:
Brak.
Kiedy wieczorem odłożyła książki poprosiła ojczyma, by ten zawiózł ją do stajni. O tej porze w stajni był już tylko Kuba - stajenny i Andrzej, który skończył właśnie porządkować sprzęt Good Look'a i zbierał się do domu. 'Chyba miał dziś zły dzień, więc nie męczyłem go długo', zameldował dziewczynie kolega i pożegnawszy się poszedł na autobus. Asia poszła do swojego konia; rzeczywiście nie wyglądał dziś na tryskającego optymizmem, więc ucałowała go w chrapy, uszykowała pod boksem witaminy na rano, posiedziała chwilę i pojechała do domu. Następnego dnia w szkole nie mogła się skupić. Całuy czas myślała o Good Look'u. Miała bardzo złe przeczucia. Od razu po szkole poleciała do niego. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to Kuba, który oprowadzał bardzo spoconego i nie spokojnego konia po dworze. 'Co się stało?!' krzyknęła już z daleka przerażona dziewczyna. 'Twój koń miał kolkę. Wet już był, kazał go prowadzać jeszcze pół godziny, ale wszystko będzie dobrze'. Aśka była bardzo wystraszona. Od razu tysiąc myśli przyszło jej do głowy, że napewno źle zadała witaminy na rano, albo wsypała nie te, które trzeba było. Tysiąc myśli wpływało jej do głowy, obwiniała się... Zaczęła się zastanawiać, co by zrobiła, gdyby przyszła do stajni i nie zobaczyła swojego ogiera za kratami boksu. Serce jej się ścisnęło, poczuła nie przyjemne uczucie skurczu w żołądku i pognała do konia rzucając mu się na szyję, a po jej policzkach pociekły powoli łzy. Kuba wiedział, czemu dziewczyna tak zaragowała, mimo, ze to tylko zwykła kolka, a na dodatek już opanowana; mogła by stracić znów kogoś bardzo bliskiego. Poprosiła Kubę o przekazanie jej konia, a późiej stępowała z nim przez dwie godziny.
Przez kolejne dni dziewczyna bardzo ostrożnie podchodziła do treningów. Cztery dni od tamtego wydażenia praca Good Look'a ograniczała się do całodziennego wybiegu. Dopiero piątego dnia wzięła konia na lonżę. W niedzielę umówiła się na trening z Dorotą. Ta przybyła jak zwykle punktualnie, a Asia siedziała już na koniu. Ogier tryskał energią, więc Asia była już spokojniejsza. Na wszelki wypadek uprzedziła trenerkę, że nie chce go dziś forsować, więc trening zakończył się na rzeczach dawno opanowanych już przez tę parę; kilku lotnych co dwa i jeden takt i dwóm ciągom - w kłusie i w galopie. Dziewczyna zadowolona z konia po schłodzeniu mu nóg wstawiła do boksu, wycałowała i pojechała do domu...
CDN.
Nowe opowiadanie powstało dnia:2005-08-22 i godziny: 02:07:49 skomentuj (11)
..::Good Look, cz.1::..
"Mam dosyć!" -krzyknęła w stronę zamkniętych przez mamę drzwi. "Nie obchodzi mnie to! Siadaj do nauki!". "No tak, oczywiście jak zawsze nici z treningu" pomyślała, mimo, że na dworze świeciło słońce; było piękne czerwcowe popołudnie. Zaraz złapała za telefon i zadzwoniła do trenerki. "Wybacz, dzisiaj znów muszę odwołać naszą jazdę. Przepraszam i do zobaczenia" powiedziała do automatycznej sekretarki. Domyśliła się, że Dorota zajmuje się swoim Celbesem, a potem zamierzała jechać do Good Looka i Aśki. Napisała tylko SMS do Andrzeja - kolegi ze stajni z prośbą, by wsiadł na jej ogiera. Posłusznie usiadła przy biurku z książką, ale wcale jej nie czytała. Cały czas spoglądała na zdjęcie oprawione w pomarańczową ramkę w kwiaty. Widniał na nim jej ukochany Good Look; ciemno kasztanowaty hanowerski ogier z szeroką łysiną na czole i czterema wysokimi skarpetkami. Na nim siedziała ona - razem oczekiwali na swój przejazd w pierwszych ujeżdżeniowych zawodach cztery lata temu. Nie było to jedyne zdjęcie jakie posiadała. W pokoju wisiało ich pełno; na ścianach, tablicach korkowych, w ramkach. Asia zawsze marzyła, żeby startować w wysokich konkursach ujeżdżenia, w tym celu trenowała z Dorotą, która startowała już od dawna pomimo młodego wieku. Asia często kłuciła się z rodzicami, właśnie o konie i naukę, zawsze chciała postawić na swoim. Oprócz koni kochała również koty, miała w domu Manię, łaciatą kotkę znalezioną 2 lata wcześniej w stajni, do której bardzo się przywiązała. Jej poprzedni kot, ukochany Dudek wpadł pod samochów, od tamtej pory Asia pilnowała swoich zwierząt jak oka w głowie. Dla Mani zbudowała razem z nie żyjącym już tatą specjalny kojec w ogrodzie by ta nie uciekła na ulicę. Bardzo bała się śmierci. Ze względu na tatę, który umarł na raka. Mieszkała z ojczymem, który bardzo ją kochał i starał się robić wszystko dla jej pasji. To właśnie on sponsorował jej zawody i treningi, no i utrzymanie konia. Good Look'a dostała również od niego rok temu, ale jeździła na nim od przeszło pięciu lat.
Przez kolejne dni dziewczyna bardzo ostrożnie podchodziła do treningów. Cztery dni od tamtego wydażenia praca Good Look'a ograniczała się do całodziennego wybiegu. Dopiero piątego dnia wzięła konia na lonżę. W niedzielę umówiła się na trening z Dorotą. Ta przybyła jak zwykle punktualnie, a Asia siedziała już na koniu. Ogier tryskał energią, więc Asia była już spokojniejsza. Na wszelki wypadek uprzedziła trenerkę, że nie chce go dziś forsować, więc trening zakończył się na rzeczach dawno opanowanych już przez tę parę; kilku lotnych co dwa i jeden takt i dwóm ciągom - w kłusie i w galopie. Dziewczyna zadowolona z konia po schłodzeniu mu nóg wstawiła do boksu, wycałowała i pojechała do domu...
CDN.
Nowe opowiadanie powstało dnia:2005-08-22 i godziny: 02:07:49 skomentuj (11)
..::Good Look, cz.1::..
"Mam dosyć!" -krzyknęła w stronę zamkniętych przez mamę drzwi. "Nie obchodzi mnie to! Siadaj do nauki!". "No tak, oczywiście jak zawsze nici z treningu" pomyślała, mimo, że na dworze świeciło słońce; było piękne czerwcowe popołudnie. Zaraz złapała za telefon i zadzwoniła do trenerki. "Wybacz, dzisiaj znów muszę odwołać naszą jazdę. Przepraszam i do zobaczenia" powiedziała do automatycznej sekretarki. Domyśliła się, że Dorota zajmuje się swoim Celbesem, a potem zamierzała jechać do Good Looka i Aśki. Napisała tylko SMS do Andrzeja - kolegi ze stajni z prośbą, by wsiadł na jej ogiera. Posłusznie usiadła przy biurku z książką, ale wcale jej nie czytała. Cały czas spoglądała na zdjęcie oprawione w pomarańczową ramkę w kwiaty. Widniał na nim jej ukochany Good Look; ciemno kasztanowaty hanowerski ogier z szeroką łysiną na czole i czterema wysokimi skarpetkami. Na nim siedziała ona - razem oczekiwali na swój przejazd w pierwszych ujeżdżeniowych zawodach cztery lata temu. Nie było to jedyne zdjęcie jakie posiadała. W pokoju wisiało ich pełno; na ścianach, tablicach korkowych, w ramkach. Asia zawsze marzyła, żeby startować w wysokich konkursach ujeżdżenia, w tym celu trenowała z Dorotą, która startowała już od dawna pomimo młodego wieku. Asia często kłuciła się z rodzicami, właśnie o konie i naukę, zawsze chciała postawić na swoim. Oprócz koni kochała również koty, miała w domu Manię, łaciatą kotkę znalezioną 2 lata wcześniej w stajni, do której bardzo się przywiązała. Jej poprzedni kot, ukochany Dudek wpadł pod samochów, od tamtej pory Asia pilnowała swoich zwierząt jak oka w głowie. Dla Mani zbudowała razem z nie żyjącym już tatą specjalny kojec w ogrodzie by ta nie uciekła na ulicę. Bardzo bała się śmierci. Ze względu na tatę, który umarł na raka. Mieszkała z ojczymem, który bardzo ją kochał i starał się robić wszystko dla jej pasji. To właśnie on sponsorował jej zawody i treningi, no i utrzymanie konia. Good Look'a dostała również od niego rok temu, ale jeździła na nim od przeszło pięciu lat.
Tagi:
opowiadanie
30.08.2009 o godz. 20:05
komentuj (0)
KOŃSKIE ŻYCIE
Padał deszcz ... Było zimno... W stajni małej szkółki, nieopodal lasu, stała klacz z wadą grzbietu mająca niedługo się oźrebić. Właściciele czekali na ten moment, gdzyż po oddzieleniu żrebaka od matki, chcęli ją sprzedać na rzeź. Po nocy, rankiem niebo się rozchmurzyło,a nasza gniada klacz urodziła ślicznego karego ogierka. Mały koniczek wstał na nogi i zaczął powoli chodzić w koło boksu. Diara opiekuńczo patrzała na swoje maleństwo, z uwagą, żeby sobie nic sobie nie zrobiło. Wtedy przyszedł stajenny Michał i zobaczywszy kare maleństwo zwołał wszystkich. Właściciel szkółki stwierdził ,że źrebie jest piękne i wygląda na zdrowe. Też po długich debatach wymyślili dla niego imię Witraż, które miało uczcić pierwszego konia pana Zygmunda (właściciela). Pare tygodni póżniej Witraż biegał z mamą po łące, nie mająć żadnych trosk... Z dnia na dzień był coraz piękniejszy. Szybko też poznał się z innymi końmi, jednak tylko jeden był troche młodszy, półroczny Panter. Po odzieleniu od matek te dwa źrebaki miały się z sobą bawić, a potem być razem ujeżdżane. Tak też się stało, po odzieleniu od Diary Witraż trafił na padok razem z Panterem, jednak to wcale nie była taka dobra wiadomość. Diara z powodu swojej wady grzbietu, nie nadawała się pod siodło więc dla p. Zygmunda była bezużyteczna. Tak więc wedłóg postanowienia za marne pieniądze została sprzedana na rzeź. Witraż rżał na odprowadzaną matke z wielkim smutkiem tak jak i inne konie. Wszystkie bardzo dobrze wiedziały co to jest rzeź i bardzo było im żal poczciwej Diary.
Witraż stał się pieknym, szlachetnym koniem. Jako wałach wcale nie stracił temperamemtu. Po trzech latach jego życia zaczął być ujeżdżany.Jednak miło sobie tego nie kojażył. P. Zygmunt nie słynął z dobroci. Dla niego koń to przedmiot, który służy mu do zarabiania... Inne konie ze szkółki chodziły cały dzień pod siodło, nie mówiąc co się działo podczas tygodniowych obozów dla dzieci które organizował latem. Jednak konie to lubiły gdyż młodzi opiekunowie o nie dbali, karmili smakołykami oraz je kochali... Niektóre konie bardzo przywiązywały się do opiekunów i po rozłące miały złe samopoczucia. Witraż zaczął być ujeżdżany właśnie w okresie wakacji. Były prawdziwe bitwy o to kto bedzie jego opiekunem, gdzyż każdy sądził że on jest najpiękniejszy.Wygrała 15 letnia dziewczynka.Była dobra dla koni i je kochała, jednak była zbyt gwałtowna. P. Zygmunt czasami pozwalał jej go lążować, co nie było rozsądne. Dziewczyna wykonywała bardzo ostre ruchy nieraz szarpiąć Witraża, co na niego żle oddziałowywało. Tak mijał turnus za turnusem a Witraż nie miał niestety szczęścia do opiekunów. Ostatnia nawet nieraz go uderzyła palcatem ,gdy chciał odgonić muchy podczas czyszczenia. Wkrótce zaczął antypatycznie odnosić się do ludzi ze strachu, czemu wcale nie sprzyjały ostre techniki p. Zygmunda. Jako ujeżdżony już 5 latek, zyskał miano najpiękniejszeko lecz najgorszego konia stajni... Był zastraszony, a gdy ktoś się do niego zbliżał chciał sie bronić kopiąc i gryząc. Na jeżdzie był spokojniejszy, jednak czesto się płoszył, robił "rodeo" przez co nie jezdził w zastępie. Był wspaniałym skoczniem. Nawet miał byc trenowany do skoków jednak przez swoje ostre zachowanie zrezygnowano z treningów. Gdy miał 6 lat do szkólki przyjechała 16 dziewczyna o imieniu Ewa. Jeżdziła już wiele lat,a jej miłości do koni nie dało się opisać w słowach. Mieszkała w domku jednorodzinnym, mieli wielkie pola, a w ostatnim czasie jej rodzice wybudowali stajnię, żeby jej kupić konia. Tak więc Ewa szukała dla siebie odpowiedniego wierzchowca i trafiła tu pod las gdzie stoi Witraż. Podczas gdy p. Zygmunt pokazywał jej i jej rodzicom konie na sprzedaż ona obserwowałą biegającego dziko po padoku karego konia. Kiedy jej rodzice wraz z p. Zygmundem oglądali spokojną kasztanke ona szybko podeszła do ogrodzenia. Potem weszła na padok nawiązując kontakt wzrokowy z Witrażem. On ruszył na nią cwałem jednak tuż przed nią zachamował dziwiąc sie, że ona nawet nie drgnęła. Wtedy on zaczął rzucać łbem i stawać dęba z groźną miną,a ona jakby nigdy nic go dotknęła a potem zaczęła głaskac. A on, co było zaskakujące sie uspokoił, postawił uszy i zaczął lizać dziewczynke z takim uczuciem jak matke... Zakochali się w sobie, on był jej wymarzonym koniem, a ona była jedną której dawał się tak dotykać. Tak więc Ewa pobiegła do rodziców którzy już prawie kupili kasztanke Emilie i powiedziała ,że znalazła ideał konia. Wtedy wszystcy spojrzeli na stającego dęba Witraża,który nie był zbytnio zachecający. Jednak kupiła go. Dla p. Zygmunda był bezużyteczny ,więc z checią się go pozbył.
Witraż u nowej właścicielki stał się spokojnym wierzchowcem o dużej potędze skoku. Nawet ona planowała wystartować na nim w amatorskich zawodach w skokach, jednak to były tylko namysły. Kary koń doskonale rozumiał się z nową właścicielką i kochał ją bardzo. Często razem jeździli w dzikie tereny gdzie cwałowali po polach, ona się nim opiekowała, razem biegali po padoku. Po prostu się kochali. Tak lata mijały,w miłości, radości,aż do pewnego dnia... To były akurat 9 urodziny Witraża. Razem pojechali poskakać do lasu. Nagle jedna ze starych gałezi się oderwała i zpadła prasto za wierzcowca. On zlęknięty ruszył cwałem ,skręcił między drzewa chcąc przeskoczyć pniak, jednak Ewa się dłużej nie utrzymała spadając prosto na ową przeszkode. Wykrzywiała się z bólu,a Witraż gdy zobaczył jej brak wparł w panike i pogalopował do stajni... Gdy ojciec Ewy zobaczył przerażonego konia, zaczął szukać swoją córke. Znaleźli ją ale nie było z nia dobrze. Zjechały się karetki, było hałasu,a potem wszystko ucichło... Witraz nie wiedział co się stało. Czekał ,aż jego pani przyjdzie go nakarmić wieczorem jak to robi zawsze ale nie przyszła. Wtedy zaczął się denerwować. Niespokojnie chodził po ranczo w stajni, rżał rozpaczliwie. Pare godzin później przyszedł tata Ewy i zaczął coś mowić do siebie a potem do konia dając mu jedzenia: - Musimy cię sprzedać koniku, ona już nigdy nie wsiądzie na konia.... Rzadnego...- i zaczął płakać. Witraż tęsknił za dziewczynką którą już dawno nie widział. Nawet nie wiedział jak dawno. Pewnego dnia przyjechał jakiś mężczyzna, wszedł do stajni wraz z ojcem Ewy i oglądał Witraża bardzo dokładnie. W końcu powiedział: -Miał pan racje. Jest piękny. Wygląda na silnego,chyba zaprzęgniemy go do wozu, ale na jazdach też będzie musiał ciężko pracować... Wtedy tata odpowiedział:- To jak umowa stoi? - A mężczyzna bez zwłoki:- Jutro po niego przyjade...- i wyszli ze stajni. Witraż zrozumiał, że już nigdy nie zobaczy tego miejsca i znowu trafi do jakiejś szkółki.
Na miejscu chodził do bryczki i do wozu. Woził wycieczki, małżeństwa i znosił cierpliwie bat na zadzie. Tam też był pare lat, jednak z biegiem czasu jako 16 latek stracił okazały wygląd i został sprzedany, na jakieś gospodarstwo do pomocy w roli. Ciągnął ciężkie wozy, był bity batem bez litości i bardzo zchudł. Nie lubił swojego nowego właściciela,bo kojażył mu się z pierwszym włascicielem p. Zygmundem, który też go traktował jak przedmiot.Jako 22 latek został sprzedany do laboratorium, gdzie testowano na starych koniach różne świństwa. Chodził tam młody weterynarz o imieniu Tomek, który od razu zakochał sie w Witrażu.Nazywał on go Krukiem. Bardzo się do niego przywiązał i nie mógł zcierpieć widoku tego niegdyś pieknego konia, a teraz całego w chrostach,wychudzonego staruszka. Tak więc pewnego dnia wykupił z tamtąd Kruka, i zabrał go do nowego domu, gdzie całymi dniami biegał po pastwisku i cieszył się z życia. Było mu tu tak dobrze jak u Ewy i bardzo pokochał Tomka, tak jak kochał ją. Tu też w wieku 25 lat zdechł jednak nie z bólu tylko ze starości. Był szczęśliwy....
Padał deszcz ... Było zimno... W stajni małej szkółki, nieopodal lasu, stała klacz z wadą grzbietu mająca niedługo się oźrebić. Właściciele czekali na ten moment, gdzyż po oddzieleniu żrebaka od matki, chcęli ją sprzedać na rzeź. Po nocy, rankiem niebo się rozchmurzyło,a nasza gniada klacz urodziła ślicznego karego ogierka. Mały koniczek wstał na nogi i zaczął powoli chodzić w koło boksu. Diara opiekuńczo patrzała na swoje maleństwo, z uwagą, żeby sobie nic sobie nie zrobiło. Wtedy przyszedł stajenny Michał i zobaczywszy kare maleństwo zwołał wszystkich. Właściciel szkółki stwierdził ,że źrebie jest piękne i wygląda na zdrowe. Też po długich debatach wymyślili dla niego imię Witraż, które miało uczcić pierwszego konia pana Zygmunda (właściciela). Pare tygodni póżniej Witraż biegał z mamą po łące, nie mająć żadnych trosk... Z dnia na dzień był coraz piękniejszy. Szybko też poznał się z innymi końmi, jednak tylko jeden był troche młodszy, półroczny Panter. Po odzieleniu od matek te dwa źrebaki miały się z sobą bawić, a potem być razem ujeżdżane. Tak też się stało, po odzieleniu od Diary Witraż trafił na padok razem z Panterem, jednak to wcale nie była taka dobra wiadomość. Diara z powodu swojej wady grzbietu, nie nadawała się pod siodło więc dla p. Zygmunda była bezużyteczna. Tak więc wedłóg postanowienia za marne pieniądze została sprzedana na rzeź. Witraż rżał na odprowadzaną matke z wielkim smutkiem tak jak i inne konie. Wszystkie bardzo dobrze wiedziały co to jest rzeź i bardzo było im żal poczciwej Diary.
Witraż stał się pieknym, szlachetnym koniem. Jako wałach wcale nie stracił temperamemtu. Po trzech latach jego życia zaczął być ujeżdżany.Jednak miło sobie tego nie kojażył. P. Zygmunt nie słynął z dobroci. Dla niego koń to przedmiot, który służy mu do zarabiania... Inne konie ze szkółki chodziły cały dzień pod siodło, nie mówiąc co się działo podczas tygodniowych obozów dla dzieci które organizował latem. Jednak konie to lubiły gdyż młodzi opiekunowie o nie dbali, karmili smakołykami oraz je kochali... Niektóre konie bardzo przywiązywały się do opiekunów i po rozłące miały złe samopoczucia. Witraż zaczął być ujeżdżany właśnie w okresie wakacji. Były prawdziwe bitwy o to kto bedzie jego opiekunem, gdzyż każdy sądził że on jest najpiękniejszy.Wygrała 15 letnia dziewczynka.Była dobra dla koni i je kochała, jednak była zbyt gwałtowna. P. Zygmunt czasami pozwalał jej go lążować, co nie było rozsądne. Dziewczyna wykonywała bardzo ostre ruchy nieraz szarpiąć Witraża, co na niego żle oddziałowywało. Tak mijał turnus za turnusem a Witraż nie miał niestety szczęścia do opiekunów. Ostatnia nawet nieraz go uderzyła palcatem ,gdy chciał odgonić muchy podczas czyszczenia. Wkrótce zaczął antypatycznie odnosić się do ludzi ze strachu, czemu wcale nie sprzyjały ostre techniki p. Zygmunda. Jako ujeżdżony już 5 latek, zyskał miano najpiękniejszeko lecz najgorszego konia stajni... Był zastraszony, a gdy ktoś się do niego zbliżał chciał sie bronić kopiąc i gryząc. Na jeżdzie był spokojniejszy, jednak czesto się płoszył, robił "rodeo" przez co nie jezdził w zastępie. Był wspaniałym skoczniem. Nawet miał byc trenowany do skoków jednak przez swoje ostre zachowanie zrezygnowano z treningów. Gdy miał 6 lat do szkólki przyjechała 16 dziewczyna o imieniu Ewa. Jeżdziła już wiele lat,a jej miłości do koni nie dało się opisać w słowach. Mieszkała w domku jednorodzinnym, mieli wielkie pola, a w ostatnim czasie jej rodzice wybudowali stajnię, żeby jej kupić konia. Tak więc Ewa szukała dla siebie odpowiedniego wierzchowca i trafiła tu pod las gdzie stoi Witraż. Podczas gdy p. Zygmunt pokazywał jej i jej rodzicom konie na sprzedaż ona obserwowałą biegającego dziko po padoku karego konia. Kiedy jej rodzice wraz z p. Zygmundem oglądali spokojną kasztanke ona szybko podeszła do ogrodzenia. Potem weszła na padok nawiązując kontakt wzrokowy z Witrażem. On ruszył na nią cwałem jednak tuż przed nią zachamował dziwiąc sie, że ona nawet nie drgnęła. Wtedy on zaczął rzucać łbem i stawać dęba z groźną miną,a ona jakby nigdy nic go dotknęła a potem zaczęła głaskac. A on, co było zaskakujące sie uspokoił, postawił uszy i zaczął lizać dziewczynke z takim uczuciem jak matke... Zakochali się w sobie, on był jej wymarzonym koniem, a ona była jedną której dawał się tak dotykać. Tak więc Ewa pobiegła do rodziców którzy już prawie kupili kasztanke Emilie i powiedziała ,że znalazła ideał konia. Wtedy wszystcy spojrzeli na stającego dęba Witraża,który nie był zbytnio zachecający. Jednak kupiła go. Dla p. Zygmunda był bezużyteczny ,więc z checią się go pozbył.
Witraż u nowej właścicielki stał się spokojnym wierzchowcem o dużej potędze skoku. Nawet ona planowała wystartować na nim w amatorskich zawodach w skokach, jednak to były tylko namysły. Kary koń doskonale rozumiał się z nową właścicielką i kochał ją bardzo. Często razem jeździli w dzikie tereny gdzie cwałowali po polach, ona się nim opiekowała, razem biegali po padoku. Po prostu się kochali. Tak lata mijały,w miłości, radości,aż do pewnego dnia... To były akurat 9 urodziny Witraża. Razem pojechali poskakać do lasu. Nagle jedna ze starych gałezi się oderwała i zpadła prasto za wierzcowca. On zlęknięty ruszył cwałem ,skręcił między drzewa chcąc przeskoczyć pniak, jednak Ewa się dłużej nie utrzymała spadając prosto na ową przeszkode. Wykrzywiała się z bólu,a Witraż gdy zobaczył jej brak wparł w panike i pogalopował do stajni... Gdy ojciec Ewy zobaczył przerażonego konia, zaczął szukać swoją córke. Znaleźli ją ale nie było z nia dobrze. Zjechały się karetki, było hałasu,a potem wszystko ucichło... Witraz nie wiedział co się stało. Czekał ,aż jego pani przyjdzie go nakarmić wieczorem jak to robi zawsze ale nie przyszła. Wtedy zaczął się denerwować. Niespokojnie chodził po ranczo w stajni, rżał rozpaczliwie. Pare godzin później przyszedł tata Ewy i zaczął coś mowić do siebie a potem do konia dając mu jedzenia: - Musimy cię sprzedać koniku, ona już nigdy nie wsiądzie na konia.... Rzadnego...- i zaczął płakać. Witraż tęsknił za dziewczynką którą już dawno nie widział. Nawet nie wiedział jak dawno. Pewnego dnia przyjechał jakiś mężczyzna, wszedł do stajni wraz z ojcem Ewy i oglądał Witraża bardzo dokładnie. W końcu powiedział: -Miał pan racje. Jest piękny. Wygląda na silnego,chyba zaprzęgniemy go do wozu, ale na jazdach też będzie musiał ciężko pracować... Wtedy tata odpowiedział:- To jak umowa stoi? - A mężczyzna bez zwłoki:- Jutro po niego przyjade...- i wyszli ze stajni. Witraż zrozumiał, że już nigdy nie zobaczy tego miejsca i znowu trafi do jakiejś szkółki.
Na miejscu chodził do bryczki i do wozu. Woził wycieczki, małżeństwa i znosił cierpliwie bat na zadzie. Tam też był pare lat, jednak z biegiem czasu jako 16 latek stracił okazały wygląd i został sprzedany, na jakieś gospodarstwo do pomocy w roli. Ciągnął ciężkie wozy, był bity batem bez litości i bardzo zchudł. Nie lubił swojego nowego właściciela,bo kojażył mu się z pierwszym włascicielem p. Zygmundem, który też go traktował jak przedmiot.Jako 22 latek został sprzedany do laboratorium, gdzie testowano na starych koniach różne świństwa. Chodził tam młody weterynarz o imieniu Tomek, który od razu zakochał sie w Witrażu.Nazywał on go Krukiem. Bardzo się do niego przywiązał i nie mógł zcierpieć widoku tego niegdyś pieknego konia, a teraz całego w chrostach,wychudzonego staruszka. Tak więc pewnego dnia wykupił z tamtąd Kruka, i zabrał go do nowego domu, gdzie całymi dniami biegał po pastwisku i cieszył się z życia. Było mu tu tak dobrze jak u Ewy i bardzo pokochał Tomka, tak jak kochał ją. Tu też w wieku 25 lat zdechł jednak nie z bólu tylko ze starości. Był szczęśliwy....
Tagi:
opowiadanie


