Moje opowiadanie............................. :)
LARA
W pięknym miasteczku zwanym Greenworld na końcu długiej alei leżała posiadłość pana i pani Grubert. Było to udane małżeństwo z dwójką dzieci. Dziewczynka nazywała się Anna, a jej starszy o braciszek Robert. Cała rodzina mieszkała w małym dworku, od którego odbiegało parę żużlowych dróżek prowadzących do różnych zakątków ogrodu. Właśnie tam , pośród drzew stała purpurowa stajnia licząca 5 koni. Jedna z trzech klaczy miała się niedługo oźrebić , a tak dokładnie stało to się tego wieczoru. -Szybko, szybko! -wołał weterynarz-koce! Stajenny chodził szybkim krokiem po stajni szukając kocy, a pan i pani Grubert przyglądali się porodowi. Właśnie w tym momencie przyszłam na świat. Moi właściciele zachwycali się moim niezdarnym krokiem i zaczęli planować przyszłość wymieniając moje zalety i wady. Nagle padło słowo ,,LARA i też tym ładnym słowem zostałam nazwana. Po paru tygodniach znałam już imię każdego konia w stajni oprócz jednego . Był nim boski kary ogier. Jego spojrzenie śniło mi się co noc. Była pora karmienia. Wszedł do stajni pan Tom (stajenny), żeby nas nakarmić i wtedy kary rumak zaczął stawać dęba i kopać w ściany boksu. Od razu stajenny podszedł do tego konia i pokazawszy mu wiadro z paszą powiedział: -Szatan! Jak się nie uspokoisz to nie dostaniesz jedzenia! Wtedy też Szatan przestał się rzucać , a ja dowiedziałam się jak ma na imię. Trzy lata później zaczęła się moja tresura. Poznałam całkiem nowe rzeczy jak np. siodło i coś metalowego do pyska zwane wędzidłem. Kiedy chodziłam już pod siodło zaprzęgli mnie do bryczki. To był trudny okres ale nigdy bym nie pomyślała, że moim partnerem do powozu będzie Szatan. Przez to spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Wiele razy próbowałam mu zaimponować ale bez skutku. Pewnego dnia Szatan wyłamał drzwi od boksu i wygalopował ze stajni na łąkę gdzie pasłam się ja i reszta koni. Po chwili zobaczyłam pana Gruberta wybiegającego za nim z batem w ręku. Już brał zamach i wtedy bez chwili wahania cwałem ruszyłam przed niego i ochroniłam Szatana swoim ciałem. Popatrzał on na mnie troskliwym spojrzeniem i delikatnie zaczął lizać moją ranę. Od tamtej pory jego stosunek do mnie zmienił się, lecz nie trwało to długo, ponieważ tydzień później jacyś obcy męszczyźni zabrali go z posiadłości. Parę lat później mój właściciel wziął mnie na aukcję. Widziałam tam wiele koni i w pewnym momencie zobaczyłam ,że właśnie zostałam sprzedana człowiekowi o nazwisku Peters .Gdy dojechaliśmy do nowego domu zostałam odprowadzona do stajni. Nie potrafiłam uwierzyć własnym oczom ,ponieważ moim sąsiadem z boksu był Szatan.
oceniajcie a i ja to sama pisalam
W pięknym miasteczku zwanym Greenworld na końcu długiej alei leżała posiadłość pana i pani Grubert. Było to udane małżeństwo z dwójką dzieci. Dziewczynka nazywała się Anna, a jej starszy o braciszek Robert. Cała rodzina mieszkała w małym dworku, od którego odbiegało parę żużlowych dróżek prowadzących do różnych zakątków ogrodu. Właśnie tam , pośród drzew stała purpurowa stajnia licząca 5 koni. Jedna z trzech klaczy miała się niedługo oźrebić , a tak dokładnie stało to się tego wieczoru. -Szybko, szybko! -wołał weterynarz-koce! Stajenny chodził szybkim krokiem po stajni szukając kocy, a pan i pani Grubert przyglądali się porodowi. Właśnie w tym momencie przyszłam na świat. Moi właściciele zachwycali się moim niezdarnym krokiem i zaczęli planować przyszłość wymieniając moje zalety i wady. Nagle padło słowo ,,LARA i też tym ładnym słowem zostałam nazwana. Po paru tygodniach znałam już imię każdego konia w stajni oprócz jednego . Był nim boski kary ogier. Jego spojrzenie śniło mi się co noc. Była pora karmienia. Wszedł do stajni pan Tom (stajenny), żeby nas nakarmić i wtedy kary rumak zaczął stawać dęba i kopać w ściany boksu. Od razu stajenny podszedł do tego konia i pokazawszy mu wiadro z paszą powiedział: -Szatan! Jak się nie uspokoisz to nie dostaniesz jedzenia! Wtedy też Szatan przestał się rzucać , a ja dowiedziałam się jak ma na imię. Trzy lata później zaczęła się moja tresura. Poznałam całkiem nowe rzeczy jak np. siodło i coś metalowego do pyska zwane wędzidłem. Kiedy chodziłam już pod siodło zaprzęgli mnie do bryczki. To był trudny okres ale nigdy bym nie pomyślała, że moim partnerem do powozu będzie Szatan. Przez to spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Wiele razy próbowałam mu zaimponować ale bez skutku. Pewnego dnia Szatan wyłamał drzwi od boksu i wygalopował ze stajni na łąkę gdzie pasłam się ja i reszta koni. Po chwili zobaczyłam pana Gruberta wybiegającego za nim z batem w ręku. Już brał zamach i wtedy bez chwili wahania cwałem ruszyłam przed niego i ochroniłam Szatana swoim ciałem. Popatrzał on na mnie troskliwym spojrzeniem i delikatnie zaczął lizać moją ranę. Od tamtej pory jego stosunek do mnie zmienił się, lecz nie trwało to długo, ponieważ tydzień później jacyś obcy męszczyźni zabrali go z posiadłości. Parę lat później mój właściciel wziął mnie na aukcję. Widziałam tam wiele koni i w pewnym momencie zobaczyłam ,że właśnie zostałam sprzedana człowiekowi o nazwisku Peters .Gdy dojechaliśmy do nowego domu zostałam odprowadzona do stajni. Nie potrafiłam uwierzyć własnym oczom ,ponieważ moim sąsiadem z boksu był Szatan.
oceniajcie a i ja to sama pisalam
Tagi:
Opowieść
30.08.2009 o godz. 20:03


