KASIA

Ciągle naprzud i naprzud.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Mój nowy blog to Gwiazda10 myślę ,ze będzie lepszy niż ten :))
Tagi: ...
03.10.2010 o godz. 19:13
Siostra mnie denerwuje . Rozpieszczony bachor ,a pyskuje jak nie wiem moja mama już ze mną nie wytrzymuje Kasuje tego bloga a otwieram nowego
Tagi: ..
03.10.2010 o godz. 12:25
No dzisiaj dzień chłopaka! Ciesze się bo mamy imprezę ^^ Daliśmy chłopakom fajne ludziki o matko jak się ucieszyli uśmiechnięci dumni i rozweseleni jak nigdy. Dobra kończe to na tyle bay
Tagi: ..
30.09.2010 o godz. 14:42

Miał być piękny dzień ale nie nigdy nie. Zaczęło się tak:
Moja przyjaciółka poszła na godzinę 10 do kościoła ,a tam koleżanka Zuzia podchodzi do niej A wiesz my to wiemy ,że ty i Kasia(czyli ja) macie partnerów wiesz plotki szybko się rozchodzą. I teraz moja cała klasa wie że się zakochałam chyba ją jutro rozerwe!!!!
Tagi: j
26.09.2010 o godz. 20:29
Hej zaczynam od nowa. Mam dużo twórczości więc zacznę dzisiaj. Sobota wstałam o 7:44 i wzięłam się za malowanie mojego mieszkania na plastyka. Chyba 5 kartek podarłam i sobie dałam spokój. Mhm zmieniłam też tło na blogu jesienne choć piękna jesień:)
Tagi: .
25.09.2010 o godz. 13:52
Hej ale tu długo nie byłam heh no to dla tego ,że nie ma o czym pisać i wog wakacje są choć ich nie czuje
Tagi: i
27.06.2010 o godz. 21:51

Cześć ale tu dawno nie pisałam nie mam co robić...
Niedługo dzień chłopaka fajnie właśnie z tego powodu mamy imprezę w szkole ale będą nudy nic ciekawego od godziny 17:15
do godziny 19:00 a jak będziemy grzeczni to może pszedłużom ta napewo rozwiązcie muj qóiz http://jakmnieznasz.pl/uzytkownik/moje-quizy
Tagi: .
26.09.2009 o godz. 16:59

Szkoła no cóż trudno ująć jak na razie po 6 godzin w każdy dzień oprócz piątku bo to 5 lekcji ale to koszmar nie wyrobie się nie wiem no chyba nie zdam w tym roku lekcje są przynudzające jak nigdy w klasach 1..3 tak nie było a teraz klasa 4 jest i co.Widziałam się z Maćkiem no i co....... zachowuje się inaczej jak nigdy dziwne


papa koncze powodzenia w szkole
Tagi: szkola
03.09.2009 o godz. 16:06
PROSZE NIE BYĆ SUROWYM TO BYLO WSZYSTKO KOPIOWANE Z BLOGA ALE JA SAMA JE PISALAM NIEDOSKONALOSCI SA ALE OCENIAJCIE:

Część ósma i ostatnia











Następnego dnia Alex wyszła na krótki spacer po mieście, ponieważ musiała kupić sobie nowe spodnie na ten nagły wyjazd. Po chwili zobaczyła, że Damian stoi w parku z grupą dziewczyn i uśmiecha się do nich zalotnie. Wiedziała, że chce je oczarować.

- Damian! – krzyknęła do niego.

Spojrzał na nią, a potem odwrócił się z powrotem do dziewcząt, chwycił dwie z nich pod ramię i odszedł w przeciwnym kierunku. Alex stała kompletnie osłupiała i bezradna, nie chcąc zaakceptować tego, co się właśnie zdarzyło. Ale już dłużej nie mogła unikać prawdy. Jej „najlepszy przyjaciel” zignorował ją, żeby nie zniszczyć sobie reputacji wśród innych.

Alex stwierdziła, że absolutnie nie chce jechać na ten obóz i nawet mama nie mogła jej tego wyperswadować. Od tamtej chwili Olka zaczęła obserwować Damiana, ale nie jak ktoś zakochany, lecz jak osoba z zewnątrz. Zaczęła dostrzegać ciemne strony jego osobowości. W końcu zobaczyła to, czego przedtem, oślepiona swoim uczuciem, nie dostrzegała.

Damian spędzał całe dnie na zawieraniu nowych znajomości z dziewczynami, które miały go podziwiać i adorować. Flirtował z nimi, wiedząc, jak sprawić, by czuły się ładne i wyjątkowe. Wiedział jak właściwie rozegrać tę grę i mieć pewność, że każda dziewczyna będzie czuła, że on poświęca jej całą swoją uwagę. Kiedy byłaś z nim, czułaś, że interesuje się tylko tobą. Był towarzyski, dowcipny, swobodny, roztaczał wokół siebie aurę, która sprawiała, że ludzie chcieli z nim być. Ale Alex wiedziała już, że robi to wszystko tylko dla siebie, ponieważ potrzebuje wokół siebie ludzi, którzy będą uważać, że jest wspaniały.

Stwarzał pozory, że naprawdę mu na kimś zależy, i jednocześnie obgadywał go za plecami. Olka widziała, jak ignoruje ludzi, poznając nowych przyjaciół. Na ich twarzach dostrzegała ból, który rozumiała aż nazbyt dobrze.

Po tamtym zdarzeniu Alex jeszcze raz porozmawiała z Damianem. Chociaż już go znała i sprzeciwiała się wszystkiemu, co reprezentował, część jej natury nadal pragnęła, żeby mu na niej zależało i żeby było tak jak dawniej.

- Co się stało? – zapytała. Skuliła się, gdy zdała sobie sprawę, jak żałośnie to zabrzmiało. – Myślałam, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Jak możesz rezygnować z tego wszystkiego, co razem przeżyliśmy? Zapomniałeś, o czym rozmawialiśmy? I o tym, co zawsze mi mówiłeś?

- Cóż, takie rzeczy się zdarzają – odpowiedział chłodno i wzruszył ramionami, a potem odwrócił się i odszedł.

Ola stała i patrzyła, jak odchodzi, a po jej twarzy płynęły gorzkie łzy.

Tak skończyła się ta przyjaźń damsko-męska.

3 No oby tak dalej :D


Część siódma

Damian chyba nie był zaskoczony tłumaczeniem Alex, bo nawet nie drgnął.

-No proszę wybacz mi, nie obrażaj się. Przepraszam! – powiedziała dziewczyna błagalnym tonem.

-Uspokój się… Ja… My… Nie pamiętasz jak kiedyś obiecywaliśmy sobie, że zawsze będziemy przyjaciółmi i że nigdy ta przyjaźń nie przerodzi się w coś więcej? Mam nadzieję, że nie złamiesz tej obietnicy…

-Ale Damian… Ja… nie wiem, co mam ci powiedzieć. Dobrze wiesz, że zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i mogliśmy na sobie polegać, więc czemu sądzisz, że teraz, tak nagle, się to zmieni? – odpowiedziała trochę niepewnym głosem. Widać było, że ona sama nie za bardzo wie, co ma robić.

Zanim chłopak zdążył odpowiedzieć weszła mama Alex i powiedziała: „Chodźcie szybko na dół, musimy wam coś powiedzieć”. Przyjaciele zeszli spoglądając na siebie pytająco. Żadne z nich nie wiedziało, o co chodzi. Ale już niedługo mieli się dowiedzieć. Alex miała jakieś dziwne przeczucia, że to nie będzie jakaś tam zwykła rozmowa o byle czym i miała rację. Rodzice Damiana i mama dziewczyny oznajmili:

-Postanowiliśmy, że pod koniec wakacji, na ostatnie trzy tygodnie sierpnia pojedziecie razem na obóz na Mazury. Cieszycie się???

-Eeeee… Tak, oczywiście – odparła zaskoczona Alex myśląc jednocześnie: „Z nim? Teraz? O mój Boże!”.

-Ale, dlaczego nam nie powiedzieliście wcześniej tylko robiliście z tego taką tajemnicę??? – zapytał Damian.

-Chcieliśmy, żeby to była niespodzianka – odpowiedziała z uśmiechem mama chłopaka.

-No dobrze. To my już chyba pójdziemy. Jest późno, a Ty, Olu chyba będziesz musiała się zacząć pakować. W końcu jedziecie za 5 dni – powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha tata Damiana.

Po chwili goście wyszli, a Alex nadal ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy odeszła powoli do swojego pokoju. Tego wieczoru długo nie mogła zasnąć. Cały czas myślała o tym jakie uczucie łączy ją i Damiana: „Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie?”.




Część szósta





3 godziny później

Dzwoni dzwonek do drzwi. Dryyyn… Dryyyn… Nikt nie otwiera…

-Olu! Otwórz drzwi, to nasi goście! Zaprowadź ich do salonu i powiedz, że zaraz przyjdę!

-Dobrze mamo- odpowiedziała dziewczyna i zeszła na dół bardzo ciekawa, kto przyszedł.

-Witaj Olu, mamy nie ma?- zapytał jeden z gości.

-Dzień dobry! Jest, zaraz przyjdzie. Proszę bardzo… - odpowiedziała czerwieniąc się Alex, a w tym czasie jej oczy „delikatnie” wyszły z orbit. Tymi oczekiwanymi gośćmi byli… rodzice Damiana wraz z Nim samym. Dziewczyna szybko pobiegła na górę. Zapukała do łazienki i wtedy usłyszała:

-Poczekaj chwilkę, już idę. I jak podobają ci się nasi goście?

-Mamo! Jak mogłaś? Dlaczego mi nie powiedziałaś? – zapytała z wyrzutem Alex.

-Ale… Myślałam, że lubisz Damiana. A poza tym jego rodzice chodzili ze mną i z tatą do jednej klasy w liceum, dobrze o tym wiesz. Chyba możemy się czasem spotkać, prawda?

-No tak, ale, po co to trzymać w tajemnicy? Jakbyś powiedziała…

-To zwiałabyś, czym prędzej do którejś ze swoich koleżanek – dokończyła mama.

-No OK, może bym i zwiała, ale co z tego?

-To, że bardzo chciałam, żebyś akurat dzisiaj została w domu. Aha i zaproś Damiana do pokoju. Ja chcę porozmawiać z jego rodzicami. Mamy pewne plany… Ale później się o tym dowiesz – odpowiedziała z tajemniczym uśmiechem mama.

- No dobra – dziewczyna zrezygnowanym tonem zgodziła się.

Po 10 minutach znalazła się niby we własnym pokoju, ale była bardziej skrępowana niż gdziekolwiek indziej. Zapadła taka niezręczna cisza. Zarówno Alex jak i Damian nie wiedzieli, co powiedzieć po dzisiejszym zajściu. Nagle chłopak odezwał się:

-Olka?

-Co? Wiem, że nie powinnam była tego robić, aleee…

-Nie musisz się tłumaczyć

-Ale chcę! Po prostu nie mogłam się powstrzymać.




Część piąta

-…nogę. Jestem jeszcze osłabiona środkami przeciwbólowymi – odpowiedziała wykręcając się Alex. Damian jednak zauważył, że coś jest nie tak i więcej nie wypytywał o Julkę. Szli powoli dalej, prosto do domu dziewczyny. Żadne nie miało odwagi się odezwać, choć zawsze rozumieli się bez słów. Dziewczyna była smutna i myślała o tym, czemu nigdy nic się jej nie udaje. Nie rozumiała, dlaczego nie miała jeszcze w swoim życiu chłopaka, dla którego ona byłaby tak samo ważna jak on dla niej. Było dwóch, czy trzech, ale żaden z nich tak naprawdę jej nie znał. Nikt oprócz Damiana nie wiedział, że jej ulubionymi kwiatami są zwyczajne stokrotki. Po kilku minutach nadeszła pora na pożegnanie. Doszli już pod dom dziewczyny i Alex powiedziała, że musi iść, żeby pomóc mamie w porządkach. Nagle przyszło jej coś do głowy, niespodziewanie cmoknęła Damiana w policzek, powiedziała „Do jutra!” i uciekła za furtkę ogrodzenia. Chłopak stał tam jeszcze dobrych kilka minut zastanawiając się, o co w tym wszystkim chodzi. I chyba nie wpadł na żadne inteligentne i logiczne wytłumaczenie, bo odszedł w stronę swojego domu.

W tym czasie Alex nie wierzyła, że naprawdę to zrobiła i myślała: „Zepsuję naszą przyjaźń dla uczucia, które nie ma żadnej przyszłości. Ech, jakie trudne jest życie”. Gdy już przemyślała wszystko, co miała przemyśleć, weszła do domu ze smutkiem na twarzy. Wtedy mama zapytała:

-Co ci jest kochanie? Stało się coś złego?

-Nie mamo, nic się nie stało. Pomóc ci w czymś? Mama zauważyła, że z jej córką dzieje się coś złego: nigdy nie chciała pomagać w domu, a już szczególnie w wakacje.

-Nie, poradzę sobie, ale polepsz sobie jakoś humor, bo wieczorem przyjdą goście.

-Kto do nas przyjdzie? Znowu będę musiała siedzieć przy stole?

-To niespodzianka, ale jeżeli nie zechcesz to będziesz mogła pójść do swojego pokoju.

-No dobra, to ja idę posłuchać trochę muzy.
Charllotte (22:25)
28 Przygalopowały prawdziwe ogiery

27 grudnia
Część czwarta

Gdy obserwowała galopujące źrebaki przypomniała sobie, że jutro są urodziny jej najlepszej kumpeli – Julki. „Muszę jej kupić prezent” – pomyślała. Wtedy wyszedł Damian.

-Idziemy? – zapytał.

-No jasne Szli w milczeniu przez kilka minut, aż chłopak odważył się zapytać:

-A, co tam u Julki?

-W porządku. Jutro ma urodziny, właśnie zastanawiam się, co jej kupić – odpowiedziała dziewczyna. Damian znowu zamilkł. Szedł najprawdopodobniej intensywnie myśląc, bo nie patrzył się pod nogi i ciągle potykał.

-Dobrze się czujesz? – zapytała go przyjaciółka.

-Taaak…Alex?

-Co?

-Jak myślisz? Czy…Julka mnie…lubi? – zapytał nieśmiało.

W dziewczynę jakby piorun strzelił. Od razu zrozumiała, o kim mówił Damian przez telefon i to właśnie było najgorsze. Julka była bardzo ładna, mogła się podobać chłopakom, ale żeby On??? To był cios poniżej pasa. Alex najzwyczajniej w świecie zemdlała. To naprawdę było za dużo wrażeń jak na jeden dzień.

Po jakimś czasie, chyba dość długim otworzyła oczy. Leżała na trawie. Obok niej stał Damian z komórką w ręku, ale chyba nie miał zasięgu, bo nerwowo tupał nogą.

-Co się stało? – zapytała cicho.

-ALEX! Wiesz jak mnie wystraszyłaś? Nagle upadłaś, nie mogłem Cię ocucić – odpowiedział drżącym głosem. Widać było, że się o nią martwi.

- To wszystko przez tą …


to jest kopiowane z mojego bloga wiec beda niedoskonalosci oceniajcie
Tagi: OPOWIADANIE
30.08.2009 o godz. 20:15
Kiedy wieczorem odłożyła książki poprosiła ojczyma, by ten zawiózł ją do stajni. O tej porze w stajni był już tylko Kuba - stajenny i Andrzej, który skończył właśnie porządkować sprzęt Good Look'a i zbierał się do domu. 'Chyba miał dziś zły dzień, więc nie męczyłem go długo', zameldował dziewczynie kolega i pożegnawszy się poszedł na autobus. Asia poszła do swojego konia; rzeczywiście nie wyglądał dziś na tryskającego optymizmem, więc ucałowała go w chrapy, uszykowała pod boksem witaminy na rano, posiedziała chwilę i pojechała do domu. Następnego dnia w szkole nie mogła się skupić. Całuy czas myślała o Good Look'u. Miała bardzo złe przeczucia. Od razu po szkole poleciała do niego. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to Kuba, który oprowadzał bardzo spoconego i nie spokojnego konia po dworze. 'Co się stało?!' krzyknęła już z daleka przerażona dziewczyna. 'Twój koń miał kolkę. Wet już był, kazał go prowadzać jeszcze pół godziny, ale wszystko będzie dobrze'. Aśka była bardzo wystraszona. Od razu tysiąc myśli przyszło jej do głowy, że napewno źle zadała witaminy na rano, albo wsypała nie te, które trzeba było. Tysiąc myśli wpływało jej do głowy, obwiniała się... Zaczęła się zastanawiać, co by zrobiła, gdyby przyszła do stajni i nie zobaczyła swojego ogiera za kratami boksu. Serce jej się ścisnęło, poczuła nie przyjemne uczucie skurczu w żołądku i pognała do konia rzucając mu się na szyję, a po jej policzkach pociekły powoli łzy. Kuba wiedział, czemu dziewczyna tak zaragowała, mimo, ze to tylko zwykła kolka, a na dodatek już opanowana; mogła by stracić znów kogoś bardzo bliskiego. Poprosiła Kubę o przekazanie jej konia, a późiej stępowała z nim przez dwie godziny.

Przez kolejne dni dziewczyna bardzo ostrożnie podchodziła do treningów. Cztery dni od tamtego wydażenia praca Good Look'a ograniczała się do całodziennego wybiegu. Dopiero piątego dnia wzięła konia na lonżę. W niedzielę umówiła się na trening z Dorotą. Ta przybyła jak zwykle punktualnie, a Asia siedziała już na koniu. Ogier tryskał energią, więc Asia była już spokojniejsza. Na wszelki wypadek uprzedziła trenerkę, że nie chce go dziś forsować, więc trening zakończył się na rzeczach dawno opanowanych już przez tę parę; kilku lotnych co dwa i jeden takt i dwóm ciągom - w kłusie i w galopie. Dziewczyna zadowolona z konia po schłodzeniu mu nóg wstawiła do boksu, wycałowała i pojechała do domu...


CDN.
Nowe opowiadanie powstało dnia:2005-08-22 i godziny: 02:07:49 skomentuj (11)



..::Good Look, cz.1::..

"Mam dosyć!" -krzyknęła w stronę zamkniętych przez mamę drzwi. "Nie obchodzi mnie to! Siadaj do nauki!". "No tak, oczywiście jak zawsze nici z treningu" pomyślała, mimo, że na dworze świeciło słońce; było piękne czerwcowe popołudnie. Zaraz złapała za telefon i zadzwoniła do trenerki. "Wybacz, dzisiaj znów muszę odwołać naszą jazdę. Przepraszam i do zobaczenia" powiedziała do automatycznej sekretarki. Domyśliła się, że Dorota zajmuje się swoim Celbesem, a potem zamierzała jechać do Good Looka i Aśki. Napisała tylko SMS do Andrzeja - kolegi ze stajni z prośbą, by wsiadł na jej ogiera. Posłusznie usiadła przy biurku z książką, ale wcale jej nie czytała. Cały czas spoglądała na zdjęcie oprawione w pomarańczową ramkę w kwiaty. Widniał na nim jej ukochany Good Look; ciemno kasztanowaty hanowerski ogier z szeroką łysiną na czole i czterema wysokimi skarpetkami. Na nim siedziała ona - razem oczekiwali na swój przejazd w pierwszych ujeżdżeniowych zawodach cztery lata temu. Nie było to jedyne zdjęcie jakie posiadała. W pokoju wisiało ich pełno; na ścianach, tablicach korkowych, w ramkach. Asia zawsze marzyła, żeby startować w wysokich konkursach ujeżdżenia, w tym celu trenowała z Dorotą, która startowała już od dawna pomimo młodego wieku. Asia często kłuciła się z rodzicami, właśnie o konie i naukę, zawsze chciała postawić na swoim. Oprócz koni kochała również koty, miała w domu Manię, łaciatą kotkę znalezioną 2 lata wcześniej w stajni, do której bardzo się przywiązała. Jej poprzedni kot, ukochany Dudek wpadł pod samochów, od tamtej pory Asia pilnowała swoich zwierząt jak oka w głowie. Dla Mani zbudowała razem z nie żyjącym już tatą specjalny kojec w ogrodzie by ta nie uciekła na ulicę. Bardzo bała się śmierci. Ze względu na tatę, który umarł na raka. Mieszkała z ojczymem, który bardzo ją kochał i starał się robić wszystko dla jej pasji. To właśnie on sponsorował jej zawody i treningi, no i utrzymanie konia. Good Look'a dostała również od niego rok temu, ale jeździła na nim od przeszło pięciu lat.
Tagi: opowiadanie
30.08.2009 o godz. 20:05
KOŃSKIE ŻYCIE

Padał deszcz ... Było zimno... W stajni małej szkółki, nieopodal lasu, stała klacz z wadą grzbietu mająca niedługo się oźrebić. Właściciele czekali na ten moment, gdzyż po oddzieleniu żrebaka od matki, chcęli ją sprzedać na rzeź. Po nocy, rankiem niebo się rozchmurzyło,a nasza gniada klacz urodziła ślicznego karego ogierka. Mały koniczek wstał na nogi i zaczął powoli chodzić w koło boksu. Diara opiekuńczo patrzała na swoje maleństwo, z uwagą, żeby sobie nic sobie nie zrobiło. Wtedy przyszedł stajenny Michał i zobaczywszy kare maleństwo zwołał wszystkich. Właściciel szkółki stwierdził ,że źrebie jest piękne i wygląda na zdrowe. Też po długich debatach wymyślili dla niego imię Witraż, które miało uczcić pierwszego konia pana Zygmunda (właściciela). Pare tygodni póżniej Witraż biegał z mamą po łące, nie mająć żadnych trosk... Z dnia na dzień był coraz piękniejszy. Szybko też poznał się z innymi końmi, jednak tylko jeden był troche młodszy, półroczny Panter. Po odzieleniu od matek te dwa źrebaki miały się z sobą bawić, a potem być razem ujeżdżane. Tak też się stało, po odzieleniu od Diary Witraż trafił na padok razem z Panterem, jednak to wcale nie była taka dobra wiadomość. Diara z powodu swojej wady grzbietu, nie nadawała się pod siodło więc dla p. Zygmunda była bezużyteczna. Tak więc wedłóg postanowienia za marne pieniądze została sprzedana na rzeź. Witraż rżał na odprowadzaną matke z wielkim smutkiem tak jak i inne konie. Wszystkie bardzo dobrze wiedziały co to jest rzeź i bardzo było im żal poczciwej Diary.

Witraż stał się pieknym, szlachetnym koniem. Jako wałach wcale nie stracił temperamemtu. Po trzech latach jego życia zaczął być ujeżdżany.Jednak miło sobie tego nie kojażył. P. Zygmunt nie słynął z dobroci. Dla niego koń to przedmiot, który służy mu do zarabiania... Inne konie ze szkółki chodziły cały dzień pod siodło, nie mówiąc co się działo podczas tygodniowych obozów dla dzieci które organizował latem. Jednak konie to lubiły gdyż młodzi opiekunowie o nie dbali, karmili smakołykami oraz je kochali... Niektóre konie bardzo przywiązywały się do opiekunów i po rozłące miały złe samopoczucia. Witraż zaczął być ujeżdżany właśnie w okresie wakacji. Były prawdziwe bitwy o to kto bedzie jego opiekunem, gdzyż każdy sądził że on jest najpiękniejszy.Wygrała 15 letnia dziewczynka.Była dobra dla koni i je kochała, jednak była zbyt gwałtowna. P. Zygmunt czasami pozwalał jej go lążować, co nie było rozsądne. Dziewczyna wykonywała bardzo ostre ruchy nieraz szarpiąć Witraża, co na niego żle oddziałowywało. Tak mijał turnus za turnusem a Witraż nie miał niestety szczęścia do opiekunów. Ostatnia nawet nieraz go uderzyła palcatem ,gdy chciał odgonić muchy podczas czyszczenia. Wkrótce zaczął antypatycznie odnosić się do ludzi ze strachu, czemu wcale nie sprzyjały ostre techniki p. Zygmunda. Jako ujeżdżony już 5 latek, zyskał miano najpiękniejszeko lecz najgorszego konia stajni... Był zastraszony, a gdy ktoś się do niego zbliżał chciał sie bronić kopiąc i gryząc. Na jeżdzie był spokojniejszy, jednak czesto się płoszył, robił "rodeo" przez co nie jezdził w zastępie. Był wspaniałym skoczniem. Nawet miał byc trenowany do skoków jednak przez swoje ostre zachowanie zrezygnowano z treningów. Gdy miał 6 lat do szkólki przyjechała 16 dziewczyna o imieniu Ewa. Jeżdziła już wiele lat,a jej miłości do koni nie dało się opisać w słowach. Mieszkała w domku jednorodzinnym, mieli wielkie pola, a w ostatnim czasie jej rodzice wybudowali stajnię, żeby jej kupić konia. Tak więc Ewa szukała dla siebie odpowiedniego wierzchowca i trafiła tu pod las gdzie stoi Witraż. Podczas gdy p. Zygmunt pokazywał jej i jej rodzicom konie na sprzedaż ona obserwowałą biegającego dziko po padoku karego konia. Kiedy jej rodzice wraz z p. Zygmundem oglądali spokojną kasztanke ona szybko podeszła do ogrodzenia. Potem weszła na padok nawiązując kontakt wzrokowy z Witrażem. On ruszył na nią cwałem jednak tuż przed nią zachamował dziwiąc sie, że ona nawet nie drgnęła. Wtedy on zaczął rzucać łbem i stawać dęba z groźną miną,a ona jakby nigdy nic go dotknęła a potem zaczęła głaskac. A on, co było zaskakujące sie uspokoił, postawił uszy i zaczął lizać dziewczynke z takim uczuciem jak matke... Zakochali się w sobie, on był jej wymarzonym koniem, a ona była jedną której dawał się tak dotykać. Tak więc Ewa pobiegła do rodziców którzy już prawie kupili kasztanke Emilie i powiedziała ,że znalazła ideał konia. Wtedy wszystcy spojrzeli na stającego dęba Witraża,który nie był zbytnio zachecający. Jednak kupiła go. Dla p. Zygmunda był bezużyteczny ,więc z checią się go pozbył.

Witraż u nowej właścicielki stał się spokojnym wierzchowcem o dużej potędze skoku. Nawet ona planowała wystartować na nim w amatorskich zawodach w skokach, jednak to były tylko namysły. Kary koń doskonale rozumiał się z nową właścicielką i kochał ją bardzo. Często razem jeździli w dzikie tereny gdzie cwałowali po polach, ona się nim opiekowała, razem biegali po padoku. Po prostu się kochali. Tak lata mijały,w miłości, radości,aż do pewnego dnia... To były akurat 9 urodziny Witraża. Razem pojechali poskakać do lasu. Nagle jedna ze starych gałezi się oderwała i zpadła prasto za wierzcowca. On zlęknięty ruszył cwałem ,skręcił między drzewa chcąc przeskoczyć pniak, jednak Ewa się dłużej nie utrzymała spadając prosto na ową przeszkode. Wykrzywiała się z bólu,a Witraż gdy zobaczył jej brak wparł w panike i pogalopował do stajni... Gdy ojciec Ewy zobaczył przerażonego konia, zaczął szukać swoją córke. Znaleźli ją ale nie było z nia dobrze. Zjechały się karetki, było hałasu,a potem wszystko ucichło... Witraz nie wiedział co się stało. Czekał ,aż jego pani przyjdzie go nakarmić wieczorem jak to robi zawsze ale nie przyszła. Wtedy zaczął się denerwować. Niespokojnie chodził po ranczo w stajni, rżał rozpaczliwie. Pare godzin później przyszedł tata Ewy i zaczął coś mowić do siebie a potem do konia dając mu jedzenia: - Musimy cię sprzedać koniku, ona już nigdy nie wsiądzie na konia.... Rzadnego...- i zaczął płakać. Witraż tęsknił za dziewczynką którą już dawno nie widział. Nawet nie wiedział jak dawno. Pewnego dnia przyjechał jakiś mężczyzna, wszedł do stajni wraz z ojcem Ewy i oglądał Witraża bardzo dokładnie. W końcu powiedział: -Miał pan racje. Jest piękny. Wygląda na silnego,chyba zaprzęgniemy go do wozu, ale na jazdach też będzie musiał ciężko pracować... Wtedy tata odpowiedział:- To jak umowa stoi? - A mężczyzna bez zwłoki:- Jutro po niego przyjade...- i wyszli ze stajni. Witraż zrozumiał, że już nigdy nie zobaczy tego miejsca i znowu trafi do jakiejś szkółki.

Na miejscu chodził do bryczki i do wozu. Woził wycieczki, małżeństwa i znosił cierpliwie bat na zadzie. Tam też był pare lat, jednak z biegiem czasu jako 16 latek stracił okazały wygląd i został sprzedany, na jakieś gospodarstwo do pomocy w roli. Ciągnął ciężkie wozy, był bity batem bez litości i bardzo zchudł. Nie lubił swojego nowego właściciela,bo kojażył mu się z pierwszym włascicielem p. Zygmundem, który też go traktował jak przedmiot.Jako 22 latek został sprzedany do laboratorium, gdzie testowano na starych koniach różne świństwa. Chodził tam młody weterynarz o imieniu Tomek, który od razu zakochał sie w Witrażu.Nazywał on go Krukiem. Bardzo się do niego przywiązał i nie mógł zcierpieć widoku tego niegdyś pieknego konia, a teraz całego w chrostach,wychudzonego staruszka. Tak więc pewnego dnia wykupił z tamtąd Kruka, i zabrał go do nowego domu, gdzie całymi dniami biegał po pastwisku i cieszył się z życia. Było mu tu tak dobrze jak u Ewy i bardzo pokochał Tomka, tak jak kochał ją. Tu też w wieku 25 lat zdechł jednak nie z bólu tylko ze starości. Był szczęśliwy....
Tagi: opowiadanie
30.08.2009 o godz. 20:04
LARA
W pięknym miasteczku zwanym Greenworld na końcu długiej alei leżała posiadłość pana i pani Grubert. Było to udane małżeństwo z dwójką dzieci. Dziewczynka nazywała się Anna, a jej starszy o braciszek Robert. Cała rodzina mieszkała w małym dworku, od którego odbiegało parę żużlowych dróżek prowadzących do różnych zakątków ogrodu. Właśnie tam , pośród drzew stała purpurowa stajnia licząca 5 koni. Jedna z trzech klaczy miała się niedługo oźrebić , a tak dokładnie stało to się tego wieczoru. -Szybko, szybko! -wołał weterynarz-koce! Stajenny chodził szybkim krokiem po stajni szukając kocy, a pan i pani Grubert przyglądali się porodowi. Właśnie w tym momencie przyszłam na świat. Moi właściciele zachwycali się moim niezdarnym krokiem i zaczęli planować przyszłość wymieniając moje zalety i wady. Nagle padło słowo ,,LARA i też tym ładnym słowem zostałam nazwana. Po paru tygodniach znałam już imię każdego konia w stajni oprócz jednego . Był nim boski kary ogier. Jego spojrzenie śniło mi się co noc. Była pora karmienia. Wszedł do stajni pan Tom (stajenny), żeby nas nakarmić i wtedy kary rumak zaczął stawać dęba i kopać w ściany boksu. Od razu stajenny podszedł do tego konia i pokazawszy mu wiadro z paszą powiedział: -Szatan! Jak się nie uspokoisz to nie dostaniesz jedzenia! Wtedy też Szatan przestał się rzucać , a ja dowiedziałam się jak ma na imię. Trzy lata później zaczęła się moja tresura. Poznałam całkiem nowe rzeczy jak np. siodło i coś metalowego do pyska zwane wędzidłem. Kiedy chodziłam już pod siodło zaprzęgli mnie do bryczki. To był trudny okres ale nigdy bym nie pomyślała, że moim partnerem do powozu będzie Szatan. Przez to spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Wiele razy próbowałam mu zaimponować ale bez skutku. Pewnego dnia Szatan wyłamał drzwi od boksu i wygalopował ze stajni na łąkę gdzie pasłam się ja i reszta koni. Po chwili zobaczyłam pana Gruberta wybiegającego za nim z batem w ręku. Już brał zamach i wtedy bez chwili wahania cwałem ruszyłam przed niego i ochroniłam Szatana swoim ciałem. Popatrzał on na mnie troskliwym spojrzeniem i delikatnie zaczął lizać moją ranę. Od tamtej pory jego stosunek do mnie zmienił się, lecz nie trwało to długo, ponieważ tydzień później jacyś obcy męszczyźni zabrali go z posiadłości. Parę lat później mój właściciel wziął mnie na aukcję. Widziałam tam wiele koni i w pewnym momencie zobaczyłam ,że właśnie zostałam sprzedana człowiekowi o nazwisku Peters .Gdy dojechaliśmy do nowego domu zostałam odprowadzona do stajni. Nie potrafiłam uwierzyć własnym oczom ,ponieważ moim sąsiadem z boksu był Szatan.


oceniajcie a i ja to sama pisalam
Tagi: Opowieść
30.08.2009 o godz. 20:03
To muj wiersz sama go wymysliłam prosze go ocenić:


Grecja, Hiszpania i Holandia-

To jest moja wakacyjna mania.

Uwielbiam podróże wszerz i wzdłuż.

Do dalekich krajów wyruszam już.



Wreszcie polecę samolotem,

nie wiem tylko co zrobię z moim kotem.

Zabiorę go ze sobą-to jest dobry plan.

W domu zostawię tylko rodzinny klan.



Wakacje sama spędzę na Krecie.

Z moim kotem-zapomniałam przecież!

Rodziców nie ma, pełen luz, swoboda.

Byleby tylko dopisała pogoda.



Majorka-to następny jest przystanek.

Czeka tam na mnie milion hiszpanek.

Hiszpanów też nie zabraknie na pewno!

Może ktoś krzyknie za mną "moja królewno"?



Holenderski czas nadszedł już,

w Hiszpanii został po mnie tylko kurz.

Wiatraki,sery,tulipany-

niderlandzki świat jest z tego znany.



Szkoda tylko ,ze to wymyśliłam.

Wakacje po raz kolejny w domu spędziłam.

Musiałam coś napisać-nie wiedziałam co.

No chyba nie o tym ,ze myłam talerzy sto?



Może za rok spełnię te marzenia?

Na razie muszę im powiedzieć "do widzenia".
Tagi: Wiersz
30.08.2009 o godz. 19:37
Ojejku wakacje kończą się powoli chyba wszyscy żałują szybko zleciały nawet nikt nie zauważył więc kompletna klapa bardzo mi się nie chce wstawać znowu o 7:00 a na 8:00 do szkoły
ja nie chce
Maciek będzie chodził ze mną do jednej klasy jupi jak się ciesze :)) naprawdę jednak nie cierpię jednej osoby z mojej klasy oczywiście ona jest w moim (wieku ale i tak jej nie znoszę)wraca z tych swoich Niemiec z Berlina:-) nie cierpię tego kraju ona by tylko chciała żebym z Niemca 1 jedynki dostawała my normalnie jesteśmy ARCY WROGAMI!!!! nie cierpię jej gdybym mogła to bym ją rozszarpała nie pytajcie dlaczego bo to długa historia ona zarywa do Macka nie no naprawdę ja ją rozszarpe i nic my się do siebie nie odzywamy ja ją kur...... (sorry za to wyrażenie ale nie wytrzymam) nie mogę dobra kończe
ta moją notke :)

pa pa do zobaczenie ^_^
28.08.2009 o godz. 10:19
No i co nie odzywal się do mnie a teraz puka do mojich drzwi z kwiatkami i przepraszam tak nagle mu sie odmienilo przyszedl przeprosil ale niestety moja matka sie musiala wtrącic bo by nie wytrzymala no cóż przyjełam przeprosiny a moja matka ciagle to powtarza:Ty chcesz miec z nim dzieci nie morzesz sobie wziasc tego mondrego chlopca z twojej klasy no ja mowie ze nie a ona tak ja mowie nie on jest brzydki i wogole i ja chce miec z Mackiem dzieci z nikim innym ja go kocham bardzo ale to bardz
dobra jade do radomia dokncze mooja historie potem


papatki
Tagi: .
20.08.2009 o godz. 12:48
sZKOADA ŻE JUŻ WAKACJE SIE KONCZA nie ma co pisac nawet na bloblo z tego wszystkiego chce pozdrowic następujce osoby na bloblo:siszka6,edyta,Inna15,zagubiona93,stella_ania,
i moje nastepujące osoby z timiki i Panfu:*tinka*,^fiftisent^
stella15,matusia2
Tagi: moji
16.08.2009 o godz. 14:43
Poznalam wspanialego chłopaka nawet z nim juz chodze ale on sie na mnie obraził z glupiego kłopotu napisalam mojej przyjaciołce ze lubie jednego chlopaka a on sie dowiedzial tego od niej bo ona jest jego siostrom i napisal mi takiego sms "Nie odzywaj się do mnie! to ja cię kocham a ty za chlopcami sie ogladasz!" a ja mu opisalam "Nie uganiam się tylko lubie jednego chlopaka to nic nie znaczy i tyle" a on sie nie odzywa od 5 dni napisal tylko sms ze Dobranoc skarbie milych snow

dobra konze papa
Tagi: nie wim
15.08.2009 o godz. 12:55
Moje urodziny mam już 11 lat jeszcze tylko godzina i 30 minut bo przyjęcie się zaczyna o 15:30 a następni goście przychodą o godzinie 18:00 o ja jaki to mily dzień

Tagi: urodzimy
05.08.2009 o godz. 14:36
Ale było fajnie byłam na dorzynkach było extra nie to co w tamtym roku jeździłam na karuzeli Miki Mouse 14zł wydałam bo to jeszcze moja sis jeździla^^ byla moja cała rodzinka wiecie no jak bylo fajnie wytańczyłam się ale mnie nogi bolały hehe
potem jadlam gyrosa na frytkach nie zjem tego już więcej

no a w nocy od 3:00 rano do godziny 4:45 wymiotowalam tak mnie bolal brzuch że godziny to strasznie płakalam i powiedzialam że tego wiecej nie zjem dobra lece papa
04.08.2009 o godz. 11:37

Byłam dziś na Domaniowie i się spaliłam teraz zwijam się z bólu a moja siostra <beczy> no i co ja tam jakoś nie płacze a ona tak moja mama też cała brązowa ja chyba dziś w nocy spać

nie będę przez tą opaleniznę:) może sobie rozłożę namiot i będę biwakować ^^ ale jeszcze nie wiem a jak nie to będę siedzieć na komputerze całą noc nie wiem dobra kończę tą moją spaloną opowieść xD

papatki pozdrawiam
15.07.2009 o godz. 20:15
kate10
KASIA
Skąd: Przysucha,Polska
O mnie: Witam rozkręcam mój blogasek lubię film High school musical bardzo mi się podoba zresztą niektórym też lubię grę panfu podaje strone www.panfu.pl milego grania
statystyki
sekcja użytkownika
Pora tu troche zmienić